niedziela, 30 czerwca 2013

Czerwcowe denko :)

Witajcie Kochane po raz drugi dzisiaj :)

Koniec miesiąca, więc pora na denko :) 

Zapraszam :)



W czerwcu udało mi się zdenkować następujące produkty - w porównaniu do poprzednich miesięcy to chyba trochę mało :( Ale niestety włączyła mi się mania chomikowania resztek, do tego nowości kuszą do przetestowania i tak wychodzi :(




Zacznę od tych większych opakowań :)




Balea truskawkowa pianka do mycia ciała pod prysznic - fajny, przyjemnie pachnący gadżet, niestety już wycofany :( Więcej w tym poście [KLIK].

Balea żel pod prysznic wiśnia-migdał - cudowny zapach, świetnie się pienił, był w miarę wydajny, nie wysuszał, kąpiel z nim była wielką przyjemnością :) Niestety też już wycofany :(

Balea odżywka do włosów suchych mango-aloes - dzisiaj przecinam opakowanie, więc się wyrobiłam z końcem miesiąca :) Jak dla mnie jest bardzo fajna, dobrze nawilża, wygładza włosy, są śliskie już przy spłukiwaniu :) Napiszę jej recenzję :) W działaniu podobna do Garniera Karite :) ok 6 zł.

Ziaja masło kakaowe balsam do ciała poprawiający koloryt skóry - taki sobie balsam, naszpikowany parafiną, dla skóry po opalaniu może być bo zabezpiecza przed przesuszeniem, jednak do stosowania na co dzień na normalną nieopaloną skórę jest trochę niekomfortowe, bo zostawia tłustą warstwę. Kolorytu nieopalonej skóry tez nie poprawia. Będzie recenzja :) ok 7 zł.

Babydream żel do mycia ciała dla dzieci - bardzo fajny łagodny żel, używa go moja córcia do ciała i do włosów, ja lubię czasem z niego skorzystać do kąpieli, a także do mycia moich włosów, bo jest łagodny :) Służy mi też do czyszczenia pędzli :) Ok 10 zł.




Aussie 3 minutowa maska rekonstruktor - u mnie małe opakowanie 75 ml.
Nie sprawdziła się za bardzo, była lepsza niż Isana nawilżająca, ale dużo brakowało jej do maski Alterra z granatem. Włosy były delikatnie nawilżone i wygładzone - efekt ten dawały z pewnością silikony w niej zawarte. Zrobię jej recenzję. ok 12 zł /75 ml, ok 28 zł/250 ml.


Ziaja oczyszczająca maseczka z glinka szarą - sprawdziła się średnio. Więcej w tym poście [KLIK]. ok 1,70 zł.


Lady Speed Stick antyperspirant w sztyfcie fruti splash - jeden z gorszych, jakie miałam. Bubel. Oblepiał skórę pod pachami, rolował się, ochrona średnia. Jedyne, co było w nim fajne to zapach. Kiedyś miałam w żelu i był całkiem fajny, ten to klapa. ok 10 zł.
  

Dermesa sok z żyworódki pierzastej - dużo halo na blogach, a działanie znikome. Jak dla mnie nie leczył cudownie. Moje wypryski na ramionach trochę się podleczyły, ale dopiero po zużyciu całego opakowania, a nie po 2-3 dniach, jak niektórzy piszą. Opakowanie skończone a krostki pojawiają się od nowa. Lepiej zainwestować w jakiś krem, jeśli chcemy pozbyć się krostek trądzikowych. ok 22 zł.



No i zużycia próbkowe, o których za dużo powiedzieć nie mogę :(

Krem na noc Love me green - ładnie pachnie, jest przyjemny, szybko się wchłania, może kupię go kiedyś, ale muszę jeszcze popróbować innych :)


Balsam do ciała Love Me Green z karite - pachnie jak pomarańczowa guma Mamba :) też przyjemny, również szybko się wchłania i nie ma parafiny, ale nie wiem czy go kupię.

Ziaja krem nawilżający z kwasem hialuronowym - również bardzo przyjemny, ale nie wiem, czy kupię :)














To by było na tyle :)


A jak tam Wasze denka?

Pozdrawiam
sarinacosmetics :)

Ziaja maseczka oczyszczająca z glinką szarą - recenzja :)

Witajcie!

Dzisiaj szybka recenzja maseczki z glinką szarą firmy Ziaja :)
Ostatnio bardzo polubiłam się z maseczkami, szczególnie glinkowymi :)

Zapraszam :)


Opis i skład dla zainteresowanych :)



Moja opinia:

Opakowanie: saszetka o pojemności 7 ml. Jak to bywa z saszetkami korzystanie jest średnio przyjemne, ale plusem jest to, że możemy kupić małą ilość produktu na spróbowanie, a nie jakąś dużą pojemność :) Mi wystarczyła na 3 użycia :)

Kolor, konsystencja, zapach: Maseczka ma lekko szary kolor, kremową średnio gęstą konsystencję, dobrze się rozprowadza na skórze. Produkt nie jest z tych zasychających - przez cały czas trzymania maseczki konsystencja jest taka sama, chociaż ja osobiście wolę te zasychające :) Nie ma większych problemów z jej zmyciem :) 
Maseczka ma ładny, delikatny zapach, nie kręci nas w nosie żadna chemia :)




Działanie: Mam porównanie z maseczkami glinkowymi z Marizy oraz rosyjską z minerałami z morza martwego i ta wypada najsłabiej. Jej działanie określiłabym na średnie. Owszem ładnie oczyszcza pory, ale ich nie zwęża, tak jak tamte maseczki. Skóra jest nawilżona, gładka, promienna, w miarę dobrze oczyszczona :) Po spłukaniu zostaje warstewka ochronna, ale nie jest ona tłusta. 
Czy maseczka matuje? Raczej nie, po krótkim czasie skóra zaczyna się nieco świecić.
Kosmetyk nie podrażnia skóry i u mnie alergii nie wywołał, chociaż ja jestem mało alergiczna i rzadko co mnie uczula :)
Jak za tą cenę może być, ale jeśli chcemy mocniejszego efektu, to lepiej zainwestować w lepsze glinki.

Ja może kupię ją jeszcze kiedyś, chociaż jest masa maseczek do wypróbowania - ostatnio mam jakąś manię maseczkową :)

Można wypróbować, bo szkód nie czyni żadnych, a może Wam się akurat spodoba :) Do tego jest tania jak barszcz i łatwo dostępna :) Cena ok 1,70 zł :)


Używałyście jej? 

Pozdrawiam
sarinacosmetics :)

sobota, 29 czerwca 2013

szminka Vipera Randez Vous nr 72 - recenzja i swatche :)

Witajcie :)

Dziś w końcu recenzja szminki, która pojawiła się u mnie w ulubieńcach maja i byłyście ciekawe jak prezentuje się na ustach :) Udało mi się ogarnąć zdjęcia do tego posta i nareszcie jest :)

Zapraszam :)


Szminkę dostajemy w pięknym srebrnym pudełeczku, w środku znajduje się pomadka także w srebrnej aranżacji z delikatnymi kwiatami :) Opakowanie jest bardzo dobrze wykonane, nie zacina się, kosmetyk się nie łamie, nie otwiera się w torebce :)
Jest też okienko podglądowe na kolor szminki - co bardzo ułatwia szukanie, jeśli mamy sporo produktów do ust :)



Szminka jest koralowa, na ustach nie jest żarówiasta, ma spokojny kolor :)
Łatwo się rozprowadza, ma bardzo kremową formułę - lepiej nakładać solo na usta bez balsamu, bo może się nierównomiernie rozprowadzić. 
Nie wysusza ust, nawilża je. U mnie nie zbiera się w załamaniach, nie podkreśla suchych skórek, nie waży się na ustach i w miarę równomiernie się ściera :) 
Trwałość nie jest powalająca, ale jak na tą półkę cenową jest całkiem ok :)


No i pora na swatche: 




Kolor jest idealny na letnie miesiące :)


Cena: ok 14zł
Ja swoją kupiłam w ladymakeup.pl 


Jak Wam się podoba?
Jakie są Wasze ulubione szminki na lato?


Pozdrawiam
sarinacosmetics :)

piątek, 28 czerwca 2013

Balea krem do ciała o zapachu ciasta cytrynowego - moja opinia :)

Witajcie :)

Dziś recenzja kremu do ciała o zapachu ciasta cytrynowego od Balea, który wygrałam w jednym z rozdań :) Wczoraj dowiedziałam się, że jest wycofany, ale można go jeszcze dostać na allegro i w niektórych sklepach internetowych, więc może ktoś się jeszcze skusi, bo warto, o czym dowiecie się w dalszej części posta :)

Zapraszam :)


Opis:
Delikatny nawilżający krem do ciała z serii YOUNG nawilża skórę, chroni przed wysychaniem. Kremowy zapach przypominający ciasto cytrynowe w połączeniu z delikatną śmietanką z nutką wanilii sprawi, że poczujesz się prawdziwie odprężona. Zapewnią twojej skórze miękkość i delikatność, a zawarta innowacyjna formuła zapewni twojej skórze długotrwałą ochronę.
Z dodatkiem masła shea oraz olejku kokosowego.
Przeznaczony do codziennej pielęgnacji skóry dla wszystkich typów skóry.
Nie zawiera alkoholu.
Utrzymuje prawidłowe PH skóry.

Skład:


Pojemność: 200 ml
Cena: ok 16 zł - allegro
Dostępność: wycofany ale jeszcze można kupić na allegro i w sklepach internetowych :)


Moja opinia:

Opakowanie: Po prostu bajeczne, wyróżnia się na łazienkowej półce :) Łatwo się odkręca i jest szczelne, wykonane z twardego, grubego plastiku.

Zapach: krem naprawdę pachnie jak cytrynowe ciasto :) w zapachu nie wyczuwam żadnej chemicznej woni :) Na ciele nie utrzymuje się zbyt długo ale 2-3 godziny na pewno :) No i nie jest on duszący i mdły :)

Konsystencja i barwa: Krem jest koloru ecru i jest bardzo gęsty, tłusty, ale nie jest to taka tłustość, jak po parafinie :) 




Aplikacja i działanie: krem nakłada się łatwo, nie ma problemów z rozsmarowaniem :) Szybko się wchłania, ale na ciele zostaje taka trochę tłusta powłoczka, ale nie jest tak irytująca jak te po parafinie :) Po prostu dzięki niej skóra jest miła w dotyku, czuć nawilżenie, które rzeczywiście ma miejsce :) Produkt nie roluje się przy rozprowadzaniu :)
Na pochwałę zasługuje bardzo dobry skład, bez parafiny! Na drugim miejscu znajdziemy masło shea i również dość wysoko oliwę z oliwek, glicerynę i olej kokosowy :)
Przy systematycznym stosowaniu skóra stała się gładka, odżywiona, nawilżona - nie tylko do następnego mycia :) 
Kosmetyk świetnie nadaje się do suchej skóry a także po opalaniu, bo doskonale nawilża i zabezpiecza skórę. Ostatnio właśnie w tym mi pomaga i jest świetny! Myślę, że świetnie sprawdziłby się zimą :)

Moja ocena: 6/6 

Jeśli zastanawiacie się nad zakupem, to jest ostatnia szansa żeby go jeszcze dorwać :) Polecam :)

Miałyście go?

ściskam
sarinacosmetics :)

czwartek, 27 czerwca 2013

TAG KOLORY TĘCZY - szczyt mojego niezdecydowania :)

Witajcie :)

Dzisiaj zapowiadana na FB notka, czyli Tag kolory tęczy, do którego zostałam nominowana przez Anię z http://fokusnamiszmasz.blogspot.com/ :) 
Dziękuję Ci Kochana za zaproszenie do zabawy :)

Nie przestraszcie się, ale ten tag to istny dowód mojego braku zdecydowania :) Przeglądając swoje kosmetyki i wybierając najlepsze w kolorach tęczy zobaczyłam, że w kilku kolorach nie mogę zdecydować się na jeden produkt :( Poczułam się trochę tak jak matka wybierająca, które jej kochane dziecko jest najlepsze. Nie mogłam tego zrobić żadnemu z nich i są wszystkie :)

Zapraszam :)




Krótko na czym polega tag: trzeba każdemu kolorowi tęczy CZERWONY, RÓŻOWY, POMARAŃCZOWY, ŻÓŁTY, ZIELONY, NIEBIESKI, FIOLETOWY przyporządkować kosmetyk, który albo opakowaniem albo kolorem produktu przypomina dany kolor :) Proste prawda? :)

Więc zaczynamy :)

CZERWONY


Golden Rose Rich Color nr 50 - idealny kolor na lato :) mi przypomina ciemniejszy shake truskawkowy :) świetnie współgra zarówno z bladymi jak i opalonymi dłońmi :) Lakier nie smuży, w miarę szybko zasycha, ma szeroki pędzelek, który uwielbiam :)

Szminka P2 Sheer Glam nr 50 - na ustach daje bardzo delikatny pół transparentny odcień, idealna na co dzień i do makijażu "no make up" :)

RÓŻOWY


Natura Siberica szampon do włosów farbowanych i zniszczonych - świetny szampon do moich rozjaśnianych włosów, idealny do codziennego stosowania, nie zawiera SLS :) Więcej możecie przeczytać w tym poście [KLIK] :)


POMARAŃCZOWY


Balea żel pod prysznic wiśnia migdał - cudowny zapach, mi przypomina marcepanową gorącą czekoladę z La Festy :) Świetnie się pieni, dobrze myje, jest tani i wydajny :) niestety to edycja limitowana i już chyba jest niedostępny :(

ŻÓŁTY


Balea krem do ciała o zapachu ciasta cytrynowego - rzeczywiście pachnie ciastem cytrynowym :) Świetnie nawilża, nieco natłuszczając skórę - polubiłam bardzo po opalaniu :) Do tego na drugim miejscu w składzie zaraz po wodzie ma masło shea :) No i to bajeczne opakowanie! Napiszę Wam recenzję, bo jest godny uwagi :)

ZIELONY


Avene Cleanance łagodny żel do mycia skóry tłustej lub trądzikowej - kupuję od lat mimo, że już nie mam większych problemów ze skórą :) Żel nie zawiera mydła, świetnie oczyszcza, jest mega wydajny :) Więcej możecie poczytać tu [KLIK] :)

Mariza maseczka oczyszczająca z glinką zielona i oczarem wirginijskim - uwielbiam ją, bardzo dobrze oczyszcza :) Więcej w tym poście [KLIK] :)

Farmona Tutti Frutti peeling do ciała o zapachu melona i arbuza - w tym zapachu się zakochałam :) Zdecydowanie najładniejszy z tej serii :) Przypomina mi banana zblenderowanego z jabłkiem :) Słodki i jednocześnie świeży :) Do tego peeling całkiem nieźle spełnia swoje zadanie i nie pozostawia tłustej warstwy na skórze :) no i jest tani jak barszcz :)

Golden Rose Rich Color nr 44 - koło tego kolorku nie można przejść obojętnie :) Cudowna mięta, pięknie wygląda na paznokciach, lakier w miarę szybko schnie i nie smuży :) Uwielbiam go :)

NIEBIESKI


Glinka z minerałami morza martwego i jonami srebra - kolejne glinkowe cudo :) Doskonale działa na twarz - cera jest oczyszczona a jednocześnie nawilżona, uspokojona, koloryt wyrównany :) trochę z nią paprania, bo proszek trzeba rozrobić z wodą, ale efekty nam to wynagradzają :) 

Golden Rose Rich Color nr 38 - kolejny lakier z tej serii, który skradł moje serce :) To taki niebieski, ale w zależności od światła przybiera też fioletowo-jagodowe odcienie :)

FIOLETOWY 


J Beverly Hills szampon neutralizujący żółte tony do włosów blond i siwych - zakochałam się w nim od pierwszego użycia :) Ma kolor fioletowy, ale działanie zupełnie inne od szamponów drogeryjnych takiego typu :) Dobrze oczyszcza włosy, świetnie się pieni, no i rzeczywiście usuwa żółte tony, a przy tym nie wysusza włosów, nie plącze ich, choć może nie nadaje się do codziennego stosowania, żeby nie dorobić się niebieskich włosów :) 

Organic Therapy przeciwzmarszczkowy krem pod oczy z jagodami acai - jest lekki a jednocześnie bardzo odżywczy dla tej okolicy, dobrze nawilża, lekko napina skórę, ale nie daje uczucia ściągnięcia czy dyskomfortu :) no i najważniejsze nie podrażnia ani trochę oczu! :) Ostatnio z zapędu nałożyłam nawet na całą twarz i też się spisał :)


To by było na tyle :) Jak widać jestem strasznie niezdecydowana :) Dobrze, że w tęczy nie ma koloru białego albo czarnego, bo to by dopiero było ;P


Ja nie taguję nikogo, ale jeśli macie ochotę to zapraszam do zabawy :) 
Fajnie było by się dowiedzieć o Waszych typach kolorystycznych :)


Pozdrawiam
sarinacosmetics :)

piątek, 21 czerwca 2013

Mariza olejek przyspieszający opalanie - sposób na piękną opaleniznę :)

Witajcie!

Jako, że pogoda sprzyja, to zapraszam na recenzję olejku przyspieszającego opalanie od Marizy :)


Opis i skład:


Cena:  8,80 zł / 80 ml oraz 15,90 /210 ml
Dostępność: konsultantki Mariza oraz internet.

Moja opinia:

Opakowanie: ja mam tą mniejszą buteleczkę, jest bardzo wygodna do stosowania, chociaż do torebki może ten olejek niestety przeciekać i trzeba go dobrze zabezpieczać.

Konsystencja, barwa, zapach: Kosmetyk ma konsystencję płynnego olejku o lekko żółtym zabarwieniu. Olejek jest tłusty i takie uczucie pozostawia też na skórze - zawdzięczamy to parfinie na pierwszym miejscu składu, ale to ona tworzy na powierzchni skóry film, który zabezpiecza ją przed wysuszeniem a jednocześnie przyciąga promienie słoneczne :) Produkt pachnie średnio, powiedziałbym takim orzechem włoskim, czy czymś w tym rodzaju. Na szczęście podczas opalania nie czujemy zbyt tego zapachu :)
W olejku z czasem wytrąca się osad, o którym piesze producent.

Działanie: Olejek świetnie przyspiesza proces opalania! Moja opalająca się zazwyczaj na "raczka"skóra po tym olejku zaczyna od razu brązowieć, bez czerwonych placy, schodzącej skóry i ogólnie poparzenia słonecznego :) 
Ten olejek nie dość, że znacznie przyspiesza opalanie, to jeszcze chroni skórę przed wysuszeniem :) Ale po wieczornej kąpieli najlepiej zaaplikować sobie balsam z masłem kakaowym - to znacznie wzmocni nasz brązik i nawilży spragnioną skórę :)
Kosmetyk zawiera masło kokosowe, beta-karoten, wyciąg z orzech włoskiego oraz olej kokosowy :) czyli wspomagacze naszej opalenizny :) 
Mogę Wam zagwarantować, że słabo opalająca się skóra (taka, jak moja) ruszy po tym olejku :)

Zapomniałam dodać, że można go też stosować w solarium :) Też się sprawdza :)

Wydajność: olejek jest bardzo wydajny :)


Obecnie w katalogu pojawił się z fajnym atomizerem do psikania - tyle, że jest droższy (te poprzednie opakowania bez psikacza są nadal dostępne).

Jeśli macie okazję wypróbować ten produkt, to się nie zastanawiajcie :) Polecam :)


Mieliście go? Sprawdził się u Was?

Pozdrawiam
sarinacosmetics :)

środa, 19 czerwca 2013

ISANA odżywka nawilżająca - gdzie to nawilżenie?

Witajcie!

Ostatnio nie mam zbyt wiele czasu na pisanie postów, ale mam nadzieję, że po weekendzie wszystko wróci do normy :) Do tego jeszcze mój internet wariuje i ciągle zrywa połączenie - chyba czas najwyższy zmienić operatora! Dzisiaj recenzja odżywki nawilżającej do włosów od Isany - tej niedawno wprowadzonej do sprzedaży :) Dal tych, co zastanawiają się, czy kupić :)

Zapraszam!


opis producenta: 

Intensywnie nawilża włosy suche i zniszczone, nadaje wyjątkowy połysk. Z kompleksem nawilżającym, wzbogacona wyciągiem z bawełny, nie zawiera silikonów i parabenów.
Kombinacja wysokojakościowych składników, wzbogacona wartościowym wyciągiem z bawełny zapewnia włosom suchym i zniszczonym odpowiednią dawkę wilgoci i pomaga w utrzymaniu ich poziomu wilgotności. W wyniku intensywnej pielęgnacji włosy mają olśniewający połysk. Przyjemny zapach sprawia, że mycie włosów staje się szczególnym doznaniem. 

skład dla zainteresowanych:


Cena: ok 6 zł Rossmann
Pojemność: 300 ml

Moja opinia:

Opakowanie: Prosta szata graficzna, wygodne otwieranie, całość mieści się w butelce ze średniej grubości plastiku. Ale malutki otwór znacznie utrudnia wydobycie kosmetyku, który jest bardzo gęsty.
Pod koniec używanie konieczne będzie przecięcie butelki na pół.

Konsystencja i barwa: Produkt jest białego koloru. Jak już pisałam jest bardzo gęsty, ale nie sprawia problemów z rozprowadzeniem na włosach i nie spływa z nich.

Zapach: jak dla mnie ta odżywka ma chemiczny zapach, przypominający proszki do prania, ale nie drażni nosa na szczęście :)

Działanie: Nie wiem, czy to z moimi włosami jest coś nie tak, czy rzeczywiście ta odżywka, która zbiera tyle pozytywów, jest bardzo kiepska?
Na moich włosach nie ma po niej żadnego efektu. Przy spłukiwaniu nie czuć żadnej śliskości, czy gładkości. Mam takie wrażenie jakbym nie nakładała w ogóle odżywki. Po wyschnięciu też nie widzę żadnych większych rezultatów. Do tego włosy są takie jakby matowe. 
Kosmetyk nie przesuszył mi włosów, ale też nie nawilżył za bardzo. A nie mam ich jakoś szczególnie zniszczonych. Są tylko trochę suche od rozjaśniania. Do tego ten matowy efekt.
Używałam zarówno z szamponami bez SLS i SLES, jak i tymi z. Przy szamponach z SLS i SLES było lepiej, ale do ideału jeszcze daleko.

Nie wiem, czy ta odżywka poradziłaby sobie ze zniszczonymi, przesuszonymi włosami.

A Wy mieliście z nią styczność? Jak u Was wypadła?

Pozdrawiam
sarinacosmetics :)

poniedziałek, 17 czerwca 2013

Czerwcowy róg obfitości, czyli nowości i wygrane - rosyjskie, J Beverly Hills i koreańskie :)

Witajcie!
Dzisiaj zapowiadana na FB notka :) W końcu mogę napisać ten post :) Oto kosmetyczne nowości, wygrane i nie tylko, bo są i uzupełnienia braków, które nazbierały się u mnie w czerwcu :) 

Zapraszam!


Poniżej widok na całość :) Muszę przyznać, że wygląda imponująco :) choć sporą część stanowią próbki :)

Więc zaczynamy :)


Najpierw moje zakupy ze sklepu ekopiekno.pl oraz skarbysyberii.pl :) Muszę przyznać, że nieco dałam się ponieść promocjom :) I kupiłam niektóre produkty na zapas :)



W sklepie ekopiekno.pl (promocja na dostawę 2 produkty za 3 zł) kupiłam:
Glinkę czarną z morza martwego z jonami srebra (10,50 zł / 100g) - jest w proszku i trzeba ją rozrabiać z wodą lub hydrolatem :) oraz przeciwzmarszczkowy krem pod oczy Ogranic Therapy (29,99 zł / 30 ml) - jest bardzo lekki, szybko się wchłania, kiedy trochę przetestuję pojawi się recenzja :)

Jako, że jest to sprawdzony sklep mogę Wam polecić zakupy w nim :) Często są promocje na dostawę, wszystko sprawnie i bez problemu :) 


W sklepie skarbysyberii.pl skorzystałam z opcji darmowej dostawy od 60 zł i trwających wtedy promocji na produkty do ciała a także rabatu blogowego -40%  na produkty nie objęte promocją :) Kupiłam:

Cukrowy scrub do ciała z organicznym ekstraktem z limonki i olejem z pestek winogron Organic Therapy (Cena promocyjna 29,90 zł / 500 ml, normalna cena 44,90 zł) - jeszcze go nie testowałam  czeka na swoją kolej :)
Balsam na brzozowym propolisie Receptury Babuszki Agafii (z rabatem 17,43 zł / 600 ml, normalna cena to 24,90) - ślicznie pachnie, użyłam dopiero raz :)
Żel pod prysznic z organicznym olejem waniliowym "Słodkie sny" Organic Therapy (cena promocyjna 12,90 zł / 280 ml, normalna cena 19,90 zł) - czeka na swoją kolej :)

Warto zajrzeć na fanpage sklepu na FB, bo często są tam informacje o promocjach :) 



Kolejne zdjęcie to w dużej mierze moje uzupełnienie braków :) No i trzy nowości :)
















Uzupełnienia braków:
Babydream krem do twarzy i ciała ok 5 zł - świetny po depilacji :) moja córcia też go używa - oczywiście nie po depilacji rzecz jasna :)
Babydream żel do kąpieli ok 10 zł / 500 ml - niezastąpiony dla dziecka, do czyszczenia pędzli, czasem i pod prysznic a nawet do mycia włosów. To taki kosmetyk wielu zastosowań :)
La Roche-Posay woda termalna ok 19 zł - kupuję od lat i bardzo lubię :)
Farmix krem pod oczy z prowitaminą B5 ok 8 zł - również kilka lat mi towarzyszy :) To taki rodzaj kremu na noc, bo konsystencję ma bogatą :)
Marion 14-dniowa terapia wzmacniająca ok 7 zł - kupiłam bo lubię ten blask na włosach po użyciu :) Pisałam o niej tu [KLIK] :)
I teraz zakupowe nowości:
Rimmel Salon Pro 313 Coctail Passion ok 13,90 w promocji - no muszę przyznać, że swatche na blogach zrobiły swoje :)
Lovely Gloss Gel Like nr 156 ok 6 zł - swatche u Niecierpka zrobiły swoje :)
Ziaja oczyszczająca maseczka z glinką szarą ok 1,50 zł - kupiłam na wypróbowanie, użyłam raz, jeszcze mi zostało, ale chyba się nie polubimy :(


Kolejne zdobycze to próbaski z darmowego katalogu La Roche-Posay, o którym pisałam tu [KLIK] - możecie je jeszcze dostać :)




Goniąc za katalogiem z próbkami weszłam do Rossmanna pooglądać kosmetyki - efekt wyszłam z dwiema maseczkami Efektimy, bo przypomniało mi się, że czytałam o nich dobre recenzje a do tego lubię zasychające maseczki :) Każda po 2,67 zł - 7 ml :)


Kolejne próbaski to przesyłka z akcji Love Me Green :)

A wśród nich znalazły się:
1. Krem na dzień z olejkiem z granatu
2.Krem na noc z mleczkiem pszczelim
3.Krem do ciała na bazie wciągu z aloesu i olejku migdałowego
4.Wyszczuplający krem do ciała
5.Krem do rąk z masłem shea
6.Peeling do twarzy z olejkiem pomarańczowym i pudrem z ziaren arganu.


No i teraz będą wygrane, z których niesamowicie się cieszę :)


Pierwsza to wygrana na blogu http://heavy-duty-beauty.blogspot.com/ :) Bardzo Ci Kochana dziękuję za te cuda :)



A wygraną był koreański koci tusz do rzęs :) A w paczuszce znalazłam też próbki azjatyckich kremów BB oraz uroczą pocztówkę z Irlandii - oczywiście z pozdrowieniami :) Wkrótce pokażę Wam tusz w akcji :)



Kolejne skarby to wygrana na blogu Made by Ania :)
Dziękuję Ci Kochana za wspaniałą nagrodę :)



A wygrałam żele pod prysznic Orginal Source z nowej letniej kolekcji - zielony o zapachu kaktusa oraz żółty o zapachu ananasa :) Ananas mnie urzekł, choć i kaktus ślicznie pachnie :) Do tego próbki żeli Limonka oraz mango & makadamia a także gadżet reklamowy w postaci torby/plecaczka :)


A na koniec moja wisienka na torcie, czyli wygrana w konkursie organizowanym na blogu http://panidomunazakupach.blogspot.com/, w którym sponsorem nagród był sklep bazarnia.pl :) Zajęłam w nim 1 miejsce i wygrałam zestaw kosmetyków J Beverly Hills o wartości 150 zł plus 2 kody rabatowe -20% :) Nagrody mogłam wybrać sobie sama i mój wybór padł na:






J Beverly Hills szampon neutralizujący żółte tony do włosów blond 350 ml
J Beverly Hills odżywka nawilżająca do włosów farbowanych 350 ml
W paczuszce, oprócz wspomnianych kodów rabatowych, znalazłam jeszcze maseczkę do włosów i skóry głowy J Beverly Hills 90 ml oraz 2 zestawy próbek J Beverly Hills szampon+odżywka do codziennego stosowania oraz do włosów farbowanych :)
Jestem bardzo bardzo zadowolona z tych produktów! Nigdy nie miałam tak świetnych kosmetyków do włosów :) Dziękuję śliczne za te wszystkie wspaniałości oraz za to, że wygrało właśnie moje zgłoszenie! :)  




To by było na tyle :) Mam nadzieję, że dobrnęliście do końca :)
Ja zabieram się za testowanie i będę Wam to wszystko opisywać :)
Mam nadzieję, że czas mi pozwoli na częste posty z recenzjami - ten tydzień będzie trochę zabiegany, bo w sobotę moja córcia ma 3 urodziny :)


Czego jesteście najbardziej ciekawi? :)

Pozdrawiam
sarinacosmetics :)

piątek, 14 czerwca 2013

Marion 14-dniowa terapia wzmacniająca - moja opinia :)

Witajcie!

Dzisiaj obiecana zaległa recenzja ampułek wzmacniających do włosów od Marion :)




Moja opinia:

Opakowanie: wygodne małe ampułki, jesteśmy w stanie wydobyć wszystko do końca i widzimy, ile jeszcze zostało :)



Konsystencja i barwa: konsystencja płynna, rzadsza niż tradycyjne sera do włosów. Barwa zielona półprzezroczysta :)

Zapach: Niewątpliwie wielkim atutem kosmetyku jest śliczny zapach :) Ciężko go do czegokolwiek porównać, ale jest naprawdę bardzo przyjemny i trochę na włosach się utrzymuje :)

Działanie: Ja ten kosmetyk nakładałam na wilgotne włosy po ich rozczesaniu, ale nie tak jak zaleca producent, tylko od połowy długości w dół i naprawdę odrobinę do wygładzenia wierzchu fryzury - aby się błyszczała :) Produkt ma silikon, więc staram się trzymać go z dala od skóry głowy, która ich nie znosi :( 
Przy nakładaniu kosmetyk nieco klei się w dłoniach, ale na włosach nie ma takiego efektu. 

W składzie przed substancją zapachową znajduje się cała masa dobroczynnych ekstraktów między innymi wyciąg z rumianku, arniki :) Nie ma też parafiny :) 

Co do działania, to na moich rozjaśnianych wysokoporowatych włosach ampułki sprawdziły się super :) Włosy pięknie błyszczały i były rozświetlone :) Ich działanie mogłabym porównać do serum Pantene Natural Fusion, o którym pisałam tu [KLIK], z tą różnicą, że serum mniej nabłyszcza. 
Początkowo po nałożeniu kuracji wilgotne włosy stają się sztywniejsze, ale po wyschnięciu są mięciutkie i delikatne, nawilżone :) Nie ma mowy o obciążeniu - włosy są lekkie i puszyste :) Produkt świetnie wygładza i ujarzmia niesforne końce :)  Nie przyciemnił też mojego blondu i nie nadał żółtych tonów :)

Ale, czy włosy są rzeczywiście wzmocnione? Tego bym raczej nie powiedziała. To taki produkt, który może poprawić wizualny stan włosów, dodać im blasku i miękkości, zabezpieczyć przed zniszczeniem. Jednak słabych, łamliwych, czy bardzo suchych włosów raczej nie uratuje. Moje włosy są suche ale nie są bardzo zniszczone, nie mam też porozdwajanych/połamanych końcówek, więc u mnie te ampułki się akurat sprawdziły :)

Co do działania na cebulki i skórę głowy się nie wypowiem, bo nie ryzykowałam nakładania ampułek na skórę głowy z uwagi na silikon w składzie - u mnie przyklap, swędzenie, szybsze przetłuszczanie gwarantowane.

Wydajność: pojedyncza ampułka jest bardzo wydajna i starcza na ok 4-5 aplikacji :) No chyba, że nakładamy na skórę głowy, to wtedy na mniej :) Przy moim sposobie nakładania opakowanie wystarczyło mi na jakiś miesiąc :) (mam włosy do łopatek)

Moja ocena: 5-/6 głównie ze względu na blask, jaki nadawała włosom :)

Jeśli macie nieco suche włosy, którym brakuje blasku i ujarzmienia, to polecam wypróbować :) Świetnie sprawdzą się na włosach blond  z uwagi na piękne rozświetlenie :)

Cena: ok 7 zł
Pojemność: 5 x 7 ml.

Z tej serii dostępne są jeszcze inne ampułki



Miałyście jakieś ampułki do włosów Marion? Jak się u Was sprawdziły?


Pozdrawiam
sarinacosmetics :)
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...