środa, 1 czerwca 2016

Vita Liberata delikatnie brązujący suchy olejek Marula - mój sposób na szybką, zdrową opaleniznę i ochronę przeciwsłoneczną

Witajcie! Coraz cieplejsze dni sprawiają, że zaczynamy sięgać po bardziej skąpe ubrania. Ale co wtedy, kiedy nasza skóra jest blada, a my przez to czujemy się mniej atrakcyjnie? Dodatkowo aby się delikatnie opalić musimy godzinami leżeć w pełnym słońcu, co nie do końca jest zdrowe. Na ratunek przychodzą nam produkty subtelnie brązujące, dzięki którym w krótkim czasie nasze ciało wygląda dużo korzystniej, a my bez obaw sięgamy po szorty :) Ale jak wybrać kosmetyk, który nas nie zawiedzie? Jeśli o mnie chodzi, to jestem wierna marce Vita Liberata, ponieważ tylko te produkty są w stanie dać mi satysfakcjonujące efekty. Dziś zapraszam Was na recenzję nowości - suchego olejku Marula, który łączy w sobie właściwości pielęgnacyjne i samoopalające, a także zapewnia wysoką ochronę przeciwsłoneczną. 


Suchy olejek Marula to kosmetyk o podwójnym zastosowaniu. Można po niego sięgać przed wakacjami by nadać skórze długotrwałą i naturalnie wyglądającą opaleniznę, bądź też na plaży zapewniając sobie najwyższą ochronę przed promieniowaniem UVA i UVB. Olejek posiada wysoki filtr SPF 50, a jego właściwości samoopalające pozwolą na uzyskanie delikatnej opalenizny bez wychodzenia na słońce. Ponadto dzięki zastosowaniu technologii pHenO2® ma się ona utrzymywać do czterech razy dłużej niż w przypadku innych kosmetyków samoopalających. Zaletą ma być też tutaj lekka, niezbyt tłusta konsystencja i brak lepkości.

Olejek zachwyca nie tylko swoimi właściwościami i formułą, ale też składem. Jest w nim sporo organicznych i certyfikowanych składników, co czyni z niego kosmetyk idealny dla wielbicieli naturalnej pielęgnacji. Znajdziemy tu między innymi olej Marula, który jest 4-krotnie bardziej nawilżający, niż olej arganowy i zawiera 4 razy więcej witaminy C, niż pomarańcze. Ma on szerokie spektrum działania. Doskonale nawilża, odżywia i regeneruje skórę, a także chroni ją przed starzeniem. W składzie jest też olejek z trawy cytrynowej, nadający delikatny zapach, ekstrakt z ogórka, który przywraca skórze blask, a także ma właściwości kojące. Ponadto w kosmetyku znajdziemy jeszcze olejek z kwiatów pomarańczy, olej kokosowy i ekstrakt z kwiatów monoi, które nawilżają, regenerują i wygładzają skórę oraz nasycają ją witaminami A, E i F. 


Kosmetyk znajduje się w ofoliowanym kartoniku. Jego opakowanie to odkręcana butelka z matowego, grubego szkła z korkiem w kolorze rose gold. Całość wygląda bardzo ekskluzywnie i elegancko, aż się chce wyciągać takie cudo na plaży :)  Pod nakrętką znajdziemy dodatkowe zabezpieczenie, co daje nam gwarancję pełnej świeżości produktu :) Butelka posiada atomizer, więc olejek nie leje się strumieniem po jej przechyleniu. Aby go dozować trzeba lekko potrząsać opakowaniem. 

Pojemność olejku to 100 ml, a na jego zużycie mamy 6 miesięcy od otwarcia, ponieważ jest to kosmetyk oparty w dużej mierze na składnikach pochodzenia naturalnego.  


Olejek ma płynną, wodnistą, lekko tłustą konsystencję i ciemno brązowe zabarwienie z delikatnymi zielonymi podtonami. Ma to kluczowe znaczenie, bo wtedy opalenizna wygląda naturalnie. Jego formuła jest tak jakby dwufazowa, dlatego przed użyciem trzeba koniecznie dobrze wstrząsnąć butelką. Na szczęście warstwy nie oddzielają się zbyt szybko, tak jak w przypadku innych kosmetyków o dwóch fazach. Wewnątrz olejku znajdziemy też mnóstwo mikroskopijnego złotego pyłku, który pięknie , a co najważniejsze subtelnie rozświetla skórę

Kosmetyk ma bardzo delikatny, świeży zapach. Wyczuwam w nim lekką nutę ogórka. Co bardzo ważne, nie śmierdzi jak tanie kosmetyki brązujące. Także po kilku godzinach od aplikacji nie czujemy zbyt bardzo tego charakterystycznego samoopalaczowego smrodku, więc wielki plus :)


APLIKACJA
Producent zaleca aby przed aplikacją wykonać dokładny peeling ciała i nie nakładać na nie żadnych kosmetyków nawilżających. Powinno się też unikać nawilżających żeli pod prysznic. Ma to na celu równomierne rozłożenie produktu, a także ma nas uchronić przed niechcianymi zaciekamiOlejek nakładam tak, jak zaleca producent, czyli kolistymi ruchami, dokładnie rozcierając wszelkie granice. Ogromnym plusem jest ciemny kolor, dzięki czemu widzimy, gdzie trzeba go dobrze rozetrzeć. Kosmetyk rozprowadza się bardzo łatwo i ekspresowo wchłania, dlatego trzeba się spieszyć przy aplikacji. Najlepiej nakładać go za pomocą specjalnej rękawicy Vita Liberata, ale można to też robić dłońmi, jednak zaraz po skończonej aplikacji trzeba je bardzo dokładnie umyćJa rozprowadzałam olejek dłońmi i wszystko rozkładało się bardzo równomiernie. Miejsca strategiczne takie jak łokcie, kolana, czy stopy trzeba dodatkowo przetrzeć lekko wilgotną szmatką, bo tam z reguły mamy bardziej przesuszoną skórę, a wiadomo nie od dziś, że samoopalające składniki najbardziej widocznie działają właśnie na takim typie naskórka. Olejek ma suchą formułę, dlatego nie pozostawia po sobie żadnej tłustej, czy lepkiej warstwy. Jest tylko uczucie nawilżonej, aksamitnej skóry. Bardzo ważną sprawą o jakiej trzeba pamiętać, to nie możemy się bezpośrednio po aplikacji ochlapać wodą, bo powstaną nam plamy w miejscach gdzie ona skapnie. Jeśli chodzi o ubieranie się, to olejek nie pozostawia zbytnio śladów, ale najlepiej zaraz po aplikacji postawić na coś, co mogłoby się delikatnie ubrudzić, choć to co się gdzieś ewentualnie wytrze bez problemów się spiera. 


EFEKTY
W zależności jaki efekt chcemy uzyskać pozostawiamy produkt na ciele od 1 do 8 godzin. Ta informacja może nas trochę wprowadzić w błąd, ponieważ olejek nie zmywany przez dłużej niż 8 godz wcale nie daje rażącego efektu. Po pierwszej aplikacji opalenizna jest praktycznie niewidoczna, druga aplikacja daje już lekko zauważalny, ale nadal bardzo subtelny efekt - w sam raz dla bardzo bladej skóry na co dzień. Kolejne aplikacje pogłębiają stopień natężenia opalenizny. Ja, jako bladzioch z reguły używam olejku 3 dni pod rząd, potem robię 2 dni przerwy, a następnie, kiedy skóra troszkę przyblednie znów ponawiam aplikację przez 2 dni itd. Tym sposobem mam delikatną, niezbyt nachalną opaleniznę, która wygląda bardzo naturalnie, zupełnie tak, jakbym uzyskała ją godzinami wylegując się na słońcu, a to wszystko bez żadnego wysiłku :) Oczywiście olejek możemy też stosować częściej, aby nasze ciało wyglądało, jak po wakacjach w tropikach - wszystko zależy od odcienia waszej skóry i upodobań :) Kosmetyk nie tworzy plam, zacieków, czy nierówności, nawet nakładany dłońmi. Nie jest także problematyczny na stopach :)

Ponieważ olejek zawiera w sobie mnóstwo rozświetlających drobinek, to cudownie wygląda nałożony na opaloną skórę. Szczególnie bosko prezentuje się na nogach o zachodzie słońca :) Polecam na wakacyjną randkę do krótkiej sukienki, czy seksownych szortów :) 
Nie trudno się też domyśleć, że przepięknie wyeksponuje naszą (sztuczną :)) opaleniznę na plaży :) A ponieważ zapewnia nam też najwyższą ochronę przeciwsłoneczną SPF50, więc możemy zabrać go wszędzie od Bałtyku po tropiki :) Jeśli chodzi o tę ochronę, to działa bardzo dobrze. Należy nasmarować się obficie olejkiem 15 min przed opalaniem, a także ponawiać aplikację co 2 godziny. Dzięki temu produktowi uniknęłam efektu "raczka" w ostatni długi weekend :)

Na jak długo zostaje z nami sztuczna opalenizna? W zależności, jaki rezultat sobie zafundowałyśmy, opalenizną cieszymy się od 2 przy subtelnym efekcie do 4-5 dni przy mocniejszym natężeniu. Wszystko zmywa się równomiernie, bez plam, odprysków, czy nierówności. Przed każdą aplikacją najlepiej robić sobie choćby delikatny peeling :) 

efekty po 3 aplikacjach olejku Marula Dry Oil Self Tan Vita Liberata 
efekty po 3 aplikacjach olejku Marula Dry Oil Self Tan Vita Liberata 
Olejek nie wysusza skóry, a wręcz przeciwnie delikatnie ją pielęgnuje, nawilża i nadaje miękkość. Koi też wszelkie podrażnienia np. po depilacji. Ciało jest gładkie, aksamitne w dotyku

Na plus przemawia także bardzo dobra wydajność, bo choć butelka ma 100 ml pojemności, to naprawdę olejku ubywa bardzo powoli :)


Podsumowując suchy olejek Marula to świetny kosmetyk na lato. Przyda się zwłaszcza osobom, które unikają słońca, a chcą jednak mieć lekko zbrązowione ciało. To też dobre wyjście, jeśli poszukujecie produktu, któremu można zaufać np. przed weselem. Nie sprawi on Wam niespodzianek w formie smug i zacieków, a efekty będą naturalne, bez marchewkowego odcienia i smrodku samoopalacza. Plusem jest też trwałość opalenizny. Olejek zapewnia nam też wysoką ochronę przez promieniowaniem, więc sprawdzi się także podczas naturalnego opalania. To również kosmetyk, który nawilży skórę, a dzięki milionom mikroskopijnych drobinek pięknie podkreśli opaleniznę :) Według mnie jest wart swojej ceny, bo to rzeczywiście produkt ekskluzywny, nie tylko z wyglądu :) Polecam! 
Teraz jestem ogromnie ciekawa nowego serum brązującego do twarzy o działaniu przeciwzmarszczkowym tej marki, które już zbiera dobre opinie :)

Suchy olejek Marula, jak i inne produkty Vita Liberata możecie kupić w perfumeriach Sephora (stacjonarnie i online) - dokładnie TUTAJJego cena to 165 zł / 100 ml.

_________________________________

Recenzje produktów widocznych na zdjęciach:
- maseczka rozświetlajaco-brązująca na noc Vita Liberata - KLIK
- mineralny puder brązujący Vita Liberata - KLIK
- balsam brązujący z długotrwałym efektem Vita Liberata - KLIK


Jak podoba się Wam suchy olejek Marula? Stosowałyście go? Znacie produkty marki Vita Liberata? Macie wśród nich swoich ulubieńców? :)

Pozdrawiam,
sarinacosmetics :)

29 komentarzy:

  1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  2. No, no! Różnica na nogach niesamowita, opalenizna to jedno z moich wakacyjnych must have

    OdpowiedzUsuń
  3. Podziwiam cierpliwość - 3 dni z "różnymi" nogami ... :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. czego nie robi się dla bloga :) Ale na szczęście te zdjęcia robiłam, kiedy było jeszcze chłodno i chodziło się w długich spodniach :)

      Usuń
  4. Produkty Vita Liberata kuszą mnie od dawna, a ten olejek wygląda cudnie!

    OdpowiedzUsuń
  5. różnica konkretna :) coś idealnego na teraz, zbliżające się lato

    OdpowiedzUsuń
  6. Też o nim ostatnio pisałam, jest super ;)
    Pozdrawiam MARCELKA♥

    OdpowiedzUsuń
  7. Kochana kusisz nieziemsko! Wspaniale, że ma filtr słoneczny. Jeśli portfel pozwoli będzie mi towarzyszył w wakacje. :-)

    OdpowiedzUsuń
  8. Ja brązujących kosmetyków nie używam, ale efekt mi się podoba. Czytałam już o nim kilka razy ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. Hahaha, jedna noga opalona - uwielbiam takie poświęcenia dla bloga, doceniam to! :D :*

    Efekt jest naprawdę świetny, ale ja nie lubię bawić się w takie opalające cuda. :( To się trzeba namęczyć, nasmarować, potem jeszcze nierówno mi zejdzie i od nowa za kilka dni. :( A jak jeszcze coś nie daj Boże ubrudzę?! Tak się boję właśnie samoopalaczy. :D Dzięki temu oszczędzam, bo jeden kosmetyk mniej to - w tym przypadku - prawie dwie stówki w kieszeni więcej. :D

    OdpowiedzUsuń
  10. Ojej, efekt daje cudowny! :D Nie jest to jakaś sztuczna pomarańczka tylko naprawdę naturalny efekt. Coś w sam raz na lato dla mnie, bo jednak moje białe nogi potrzebują troszkę kolorku :D

    OdpowiedzUsuń
  11. Efekt jest świetny.:)
    Szkoda tylko, że tak dużo kosztuje.:(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. jest zdecydowanie wart swojej ceny. To zupełnie inna półka i jakość niż produkty z drogerii :)

      Usuń
  12. Dzisiaj dostałam paczkę z tym olejkiem i już się nie mogę doczekać kiedy go użyję ;) Mam nadzieję, że u mnie sprawdzi się równie świetnie ;)

    OdpowiedzUsuń
  13. Produkt ciekawy ale ja po ostatnim weekendzie już jestem opalona :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. nie każdy ma takie szczęście :( Ja chyba musiałabym miesiąc leżeć żeby coś mnie wzięło, szczególnie na nogach :(

      Usuń
  14. fantastycznie pokazałaś efekt, ja mam maleńką próbkę tego fantastycznego olejku. w końcu spełniło się moje marzenie i testuję maskę na noc, jestem nią oczarowana

    OdpowiedzUsuń
  15. Jedna z moich koleżanek bardzo polecała mi ten produkt, ostatecznie nie zdecydowałam się na zakup bo jakoś nigdy do samoopalaczy przekonana nie byłam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. też kiedyś nie lubiłam samoopalaczy (złe doświadczenia z produktami z drogerii), ale kiedy poznałam produkty marki Vita Liberata bardzo polubiłam efekty brązujące, może dlatego, że te właśnie kosmetyki są praktycznie bezproblemowe :) Po drogeryjne już nie sięgnę nigdy :)

      Usuń
  16. Efekt jest cudowny. Mam z tej firmy piankę i maseczkę- efekt jest bardzo zadowalający <3

    OdpowiedzUsuń
  17. Efekt mi się podoba, zdecydowanie lepiej używać kosmetyków niż się opalać :D

    OdpowiedzUsuń

Wasze komentarze sprawiają mi wielką radość - dziękuję :) Postaram się w miarę możliwości odpowiedzieć na wszystkie pytania i mogę Was zapewnić, że czytam każdy napisany komentarz. W wolnym czasie zajrzę też na Twój blog :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...